pt, 17 października 2014

Rzeczywistość

Blog Leszka Szmidtke
Rzeczywistość Fot. freeimages.com

Mam dużo czasu na wsłuchiwanie się w "rodaków rozmowy". Jednym z miejsc, w którym toczą się one bardzo intensywnie jest szpital. To miejsce, które wywołuje jednak określoną grupę tematów. Płyną z nich dwa ogólne wnioski. Oba są mało pocieszające, ale też, w czasie samorządowej kampanii wyborczej, powinny moim zdaniem się pojawić - szczególnie pierwszy. Tym bardziej po kampanii, bo coraz bardziej nam doskwierają.

Pierwszym smutnym wnioskiem jest bardzo opresyjne państwo. To nie tylko oczywiście problem, który można rozstrzygnąć na poziomie samorządowym, ale większość zwykłych, codziennych spraw obywatelskich,załatwiamy w urzędach właśnie samorządowych. A lokalne prawo podobne jest do tego, stanowionego centralnie - czyli zakłada, że każdy obywatel chce "naciągnąć" szlachetne państwo. Dlatego wiele zależy od wójtów, burmistrzów, prezydentów, starostów oraz radnych.

 

Drugi wniosek jest ściśle związany z pierwszym (równie smutny): powszechny brak życzliwości. Musimy przy różnych okazjach odwiedzać choćby urzędy, gdzie najczęściej już na "dzień dobry" wylewane są z obu stron potoki agresji, pretensji, itp. Brakuje nam cierpliwości i wyrozumiałości w rozumieniu społecznym oraz indywidualnym. Scenka rodzajowa sprzed miesiąca z jednego ze sklepów wielkopowierzchniowych (pochodzenie tzw. kapitału nie ma większego znaczenia). Zbyt mała ilość czynnych kas spowodowała kolejki z coraz bardziej niecierpliwymi klientami. Całość nie trwała długo, do kasy już podbiegał pracownik, ale dla części kolejkowiczów nie miało to znaczenia, gdyż rozpoczęli krzykliwie się domagać obsługi. Bardzo z tym widokiem kontrastowała grupa cierpliwie czekających niemieckich turystów. Na tym tle krzykliwość niecierpliwych rodaków była szczególnie widoczna (niestety dominowały osoby tzw. dojrzałe). Osoby regularnie odwiedzające wszelakie urzędy, jak i sami urzędnicy mogą godzinami opowiadać o chamstwie po drugiej stronie szyby.

 

Generalnie, większą poprawę widać po "urzędowej" stronie, chociaż jeszcze daleko do stanu, który możemy nazwać "przyzwoitym". Polacy tłumnie wyjeżdżający za granice lub często tam bywający oprócz dużej sprawności urzędów, na to zwracają waśnie uwagę - na życzliwość. Prof. Santorski mówiąc o relacjach panujących w firmach nazwał je "folwarczno-pańszczyźnianymi", czyli że jest pan i poddani, których trzeba połajankami przywołać "do porządku". Te relacje występują też nagminnie w dzisiejszym naszym społeczeństwie.

Wystarczy odrobina władzy (lub jej poczucie) i jawią się w swoim zachowaniu udzielni książęta. Kogo za to winić? W tym przypadku zarzutów nie da się postawić żadnej władzy.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież